Codzienne wybory - cz. II

paź21

Codzienne wybory - cz. II

W dzisiejszym wpisie skupię się nieco na temacie, który w ostatnich dniach dotyczył nas wszystkich. Były to wybory do samorządów lokalnych.

Mieszkam w Oławie. Nie jest to zawrotnie duże miasto. Liczy sobie trochę ponad 30 tys. mieszkańców. Dość liczną grupę stanowią obywatele Ukrainy. 

Zastanawiam się właśnie czy mają oni prawa wyborcze w Polsce. Wszak mieszkają tutaj, pracują i są wartościową częścią naszej społeczności. Czy mogą więc głosować i być wybierani? Okazuje się, że nie. Czynne prawo wyborcze mają jedynie obywatele Unii Europejskiej. Kto o nich więc pomyśli? Osobiście czuję się Polakiem w 100%. Jestem dumny z mojej ojczyzny, z jej historii i kultury. Uważam, że musimy dbać o to, żeby nasz kultura i tradycje z nią związane nie zostały zapomniane. Jednocześnie uważam, że obywatele innych krajów, którzy akutalnie mieszkają u nas mają takie samo prawo do kultywowania swoich tradycji. Nie mogę więc zrozumieć środowisk narodowościowych, które najchętniej wyrzuciłyby z kraju wszystkich, którzy nie są Polakami. Z tego co wiem to w tych wyborach pojawiały się listy wyborcze właśnie reprezentujące narodowościowe poglądy.

No dobra, może trochę przesadziłem pisząc, że nie mogę ich zrozumieć. Dla mnie też jest ważne, żeby strategiczne sektory gospodarki były w polskich rękach. Nie chcę, żeby obce kraje mówiły mi jak mam żyć. Chyba nikt tego nie chce. Wiele rzeczy nie podoba mi się w Polsce, wiele przepisów prawnych zmieniłbym lub usunął. Między innymi, dlatego głosuję w każdych wyborach. Może kiedyś zdecyduję się samemu kandydować. Rzetelnie płacę wszystkie podatki i będę je płacił chociażby zostały podniesione. Oczywiście, że nie robię tego chętnie. Taki jest jednak aktualny system i szanuję to. Obecnie rządzący na wszystkich szczeblach zostali wybrani przez ludzi. Nie mam zamiaru wywoływać awantur, bo nie podoba mi się, że nie wygrali Ci, na których głosowałem. Zdecydowanie wolę drogę dialogu, konstruktywnej krytyki, zgłaszania swoich propozycji i ostatecznie działania samemu. Społeczeństwo obywatelskie na tym polega, że najlepsze inicjatywy wychodzą od ludzi. My sami wiemy najlepiej czego nam potrzeba więc "zróbmy sobie dobrze". Ja nie lubię kupować kota w worku. Założyłem więc fundację i w jej działalność wpisuje się wypożyczalnia wielorazowa. Wypożyczamy chusty, nosidła, pieluchy wielorazowe i inne rzeczy. Robimy to kompletnie za darmo, a ewentualne darowizny przeznaczamy na środki czystości. Każdy może więc do nas przyjść i zanim wyda pieniądze na zakup, wypróbować czy dane rozwiązanie sprawdzi się u niego.

Odszedłem trochę od tematu podatków, a miałem jeszcze coś dodać. Wiecie na co idą podatki? Na wszystkie "wydatki państwa". Nie tylko na wynagrodzenia posłów, burmistrzów itp. Z takich codziennych rzeczy to idą na oświetlenie ulic i parków, na odśnieżanie i zamiatanie ulic, na szkoły: czyli na wynagrodzenia nie tylko dla nauczycieli, ale także dla sprzątaczek. Co do wydatków na szkolnictwo to mam mocno mieszane uczucia. Tak się składa, że moja mama pracuje w szkole podstawowej. Na bieżąco widzę więc jak marnowane są pieniądze. Co roku wyrzuca się masę dobrych i bardzo dobrych rzeczy, bo trzeba kupić nowe. Możecie zapytać dlaczego trzeba? Bo są pieniądze na to. Instytucje państwowe mają to do siebie, że wydają każdą złotówkę tylko po to, żeby w przyszłym roku nie dostać mniej. Podobne doświadczenia miałem pracując w biurze projektowym. Nie było ważne jak drogie jest zaproponowane rozwiązanie. Są pieniądze trzeba je wydać w całości, a najlepiej to jeszcze więcej. Wcale nie uważam, żeby dzieci w szkole miały siedzieć na zepsutych krzesłach. Wręcz przeciwnie, niech siedzą na jak najlepszych coby ich kręgosłupy były zdrowe. Uważam natomiast, że kupowanie super sprzętu komputerowego co 2-3 lata jest kompletnie bez sensu, jeśli w programie nauczania nie ma specjalistycznych rzeczy. Uczyć się programować można nawet na komputerach 10-letnich. Często jest to więc przerost formy nad treścią a zaoszczędzone pieniądze można przeznaczyć na dużo innych rzeczy.

Napisałem też, że podatki idą na oświetlenie ulic i parków. Tu na myśl przychodzi mi, że w obecnej kampanii jeden z kandydatów deklarował oświetlenie wałów przeciwpowodziowych. Super sprawa, będzie można urządzać sobie spacery nawet w środku nocy. Droga do domu z dworca kolejowego przez park lub właśnie wzdłuż rzeki nie będzie już tak niebezpieczna. Tylko jest druga strona medalu. Rzeka stanowi ważny korytarz ekologiczny. Oświetlenie wałów, które akurat w tym przypadku znajdują się blisko koryta, wiązać się będzie z oświetleniem całego międzywala. Zaburzony zostanie rytm wielu zwierząt. Czy kaczki nie mogą w nocy cieszyć się ciemnością? Zwiększone zapotrzebowanie na energię elektryczną to kolejna rzecz. Nie wykluczone, że oświetlenie wałów będzie pomocne młodzieży do spędzania wolnego czasu na imprezach nad wodą. Nie zabraniam im tego jeśli po sobie sprzątają. Istotna jest także technologia wykonania takich robót. Może okazać się, że naruszona zostanie konstrukcja wału a robotnicy chcąc uniknąć konsekwencji nie poinformują o tym odpowiednich osób. W razie wezbrania ucierpieć mogą na tym ludzie. Wcale nie jestem za tym, żeby nie robić takiego oświetlenia. Człowiek jest niezwykle ważny i jego bezpieczeństwo również. Uważam jednak, że tego rodzaju inwestycje, zresztą jak wszystkie, wymagają kompleksowego podejścia i spojrzenia z różnych perspektyw. Osobiście rozwiązałbym to tak, że latarnie działałyby albo w określonych godzinach, powiedzmy do pół godziny od odjazdu ostatniego pociągu, albo na fotokomórkę. To drugie rozwiązanie wydaje mi się lepsze, bo można zaoszczędzić więcej energii. Lampy LED nie potrzebują nagrzewać się długo i będą świecić od razu z odpowiednią mocą.

A wracając do obcokrajowców. Można spotkać się ze stwierdzeniami, że zabierają nam pracę, że płaci im się więcej za taką samą pracę niż nam. Nie wnikam w to czy tak jest. Szczerze w to wątpię, bo praca czeka. Spójrzmy jednak globalnie. W znacznej mierze polskich rodzin jest ktoś kto pracuje lub pracował za granicą. Tam też był/jest obcokrajowcem. I tam też spotyka się z takimi stwierdzeniami. To co, wszystkie kraje wyrzucają obcokrajowców jednego dnia? Najbardziej na tym chyba ucieszą się przewoźnicy. Migracja jest normalnym zjawiskiem od tysięcy lat. Już w Starym Testamencie możemy przeczytać, że Jakub powędrował do Egiptu, bo w ziemi Kanaan była klęska nieurodzaju. I tam Żydzi stali się tanią siłą roboczą, pozbawioną praw. Nie jest wykluczone, że mieszkający na codzień w Polsce Ukraińcy, pozbawieni praw wyborczych będą stawać się współczesnymi niewolnikami. Z drugiej strony może dojść do sytuacji jak na zachodzie, gdzie publiczne obchodzenie Świąt Bożego Narodzenia zostaje zakazane gdyż większość w lokalnym samorządzie stanowią wyznawcy innej religii. Rasizm działa w obie strony. Ja zwykłem nie oceniać ludzi po ich wyglądzie, języku jakim się posługują czy zasobności portfela. Sam chodzę na spacery z Pierworodną ubrany w dres, często dziurawy i brudny. Mogę się tarzać z nią w piasku bezkarnie... no może potem muszę odkurzyć mieszkanie ;) Bardziej niż wygląd liczy się to co człowiek sobą reprezentuje. Nie ma znaczenia czy jest z Polski, Ukrainy, Białorusi, Niemiec, Węgier, Hiszpanii, Gruzji, Finlandii, Senegalu, Maroko, Haiti, Pakistanu, Chile, Brazylii, Kanady czy Timoru Wschodniego.

Ziemia jest jedna. Ludzie jako gatunek to jedno. Różnice często tkwią w głowach. Pamiętajmy, że najważniejszy jest cel, a sposób w jaki do niego dojdziemy (lub nie) zależy tylko od nas. Swoim postępowaniem a nie wyglądem dajemy najlepszy przykład. Pierworodna często zaskakuje mnie będąc na placu zabaw. Znajduje śmieć i biegnie wyrzucić go do kosza. Zaczęła to robić zanim skończyła 2 lata. Niecałe 2 lata a daje takie piękne świadectwo poszanowania wspólnego mienia. Podpatrzyła jak ja znajduję jakieś śmieci w trawie, zwłaszcza rozbite szkło i wyrzucam je. Można narzekać na nieporządek na ulicach. Można też nie śmiecić. Można wydawać fortunę z publicznych pieniędzy na akcje sprzątania świata, na edukację dzieci, na firmy sprzątające i dbające o czystość. Nic to jednak nie zmieni dopóki my się nie zmienimy. Mówiąc "my" mam na myśli każdego, także siebie. Żeby coś zmienić na lepsze trzeba wyjść ze swojej strefy komfortu, popatrzeć nieco dalej niż czubek własnego nosa. Otworzyć się na drugiego człowieka i zacząć działać. Skoro jesteśmy najinteligentniejszym ze stworzeń to zachowujmy się jak takie. Nie ma chyba innego gatunku, który żyje tak aby doprowadzić się do unicestwienia.

paź  21