Kule piorące - recenzja

paź17
Otwarta kula do prania z kamykami

Cześć! Jestem Klaudyna :) Dziś opiszę Wam swoje osobiste doświadczenia z kulami piorącymi.

 

Długo się zastanawiałam nad kupnem kuli do prania. Szukałam jakichś opinii, informacji i prawie nic interesującego nie znalazłam (poza jednym wpisem na blogu…). Niestety tamten wpis dotyczy niby tego samego, ale jednak jakiejś starszej wersji, której już się raczej nie kupi. Musiałam więc zaryzykować i sprawdzić „na własnej skórze”, a raczej na własnych ubraniach, z czym to się je i czy w ogóle warto.

Cena nie jest też taka przerażająca, dlatego tym bardziej postanowiłam spróbować. Kupiłam w końcu jedną kulę EcoBalls firmy EcoZone, która ma mi wystarczyć na 1000 prań.

 

I… nie zawiodłam się! :) Ubrania po praniu z kulą są czyste i odświeżone, a że ani ja ani mąż nie pracujemy w kopalni, wystarczy nam to w zupełności. Oczywiście, jeśli ktoś liczy na to, że taka kula dopierze plamy z warzyw lub owoców, to od razu mówię, że nie da rady. Ale przecież z takimi plamami najlepiej radzi sobie słoneczko :D

Pranie pieluszek wielorazowych

Ze względu na to, że mamy dwójkę małych dzieci (i planujemy mieć ich jeszcze więcej ^^), zależało mi również na tym, aby doprane były wielorazowe pieluszki. Używamy ich już od prawie roku i polecamy wszystkim, którzy jeszcze się nie zdecydowali! A jeśli chodzi o kulę, to o dziwo do prania wkładów i tetr też świetnie się sprawdza. Dopiera bardzo ładnie mleczne kupki i pieluszki nie mają brzydkiego zapachu po wyjęciu z pralki. [Klaudyna ma wkłady z naturalnych tkanin i pierze pieluszki w 60° - Rodzina Eko]

Co z twardą wodą? 

Mamy w Jaworzynie Śląskiej baaardzo, ale to baaardzo twardą wodę, dlatego już wcześniej kupiłam też magnetyczną kulę tej samej firmy, która miała tę wodę zmiękczać. Sama jednak nie bardzo dawała sobie z tym radę, szczególnie, że do płukania pieluszkowych materiałów nie bardzo można dodawać zmiękczających płynów do płukania (poza tym chodziło mi o to, żeby używać jak najmniej tych wszystkich płynów i proszków). Za to w połączeniu z moim nowym nabytkiem, czyli oczywiście omawianą tutaj „ekokulą”, pranie po wyschnięciu nie jest już twarde jak decha :D Nie jest też milusieńkie jak po suszeniu w suszarce bębnowej, ale i tak cieszę się, że nie zabiję już pieluszkami dzieci.

Kwestie praktyczne

Po zakupie trzeba było kulę otworzyć... dosłownie. W środku znajdują się kamyczki w 2 kolorach. Jedne z nich w miarę prania zużywają się. Te kamyczki trzeba było wyjąć z folii, szkoda, że nie z papieru. Kulę otwiera się bardzo prosto. Wciska się przycisk i trzymając go rozkręca się kulę na pół.

 

No właśnie, w miarę używania miały zużywać się jedne kamyczki. Po kilku miesiącach używania postanowiłam to sprawdzić. Rozkręciłam kulę i okazało się, że zużywają się dużo wolniej niż przypuszczałam i jeszcze czas na ich wymianę. 

 

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze „eko sreko” – czyli najważniejsza w sumie rzecz. Mam jedną kulę, która wystarczy mi na 1000 prań. Po tych kilku latach zwyczajnie dokupię uzupełnienie kul. Odpadają środowiskowe koszty produkcji proszków, ich opakowań, transportu itp. Odpadają też kwestie związane z rozkładaniem się związków z proszków w środowisku.

 

Innymi słowy polecam Ecoballs - ekologiczne kule piorące od Ecozone.

paź  17