7 aspektów wielopieluchowania z punktu widzenia sceptycznej wielomatki dwójki dzieci

paź26
  1. Kompletowanie wyprawki

Zacznę od największej wady wielopieluchowania. Wiem, że wicie gniazda i kompletowanie wyprawki dla człowieczka, który ma się dopiero pojawić, jest często bardzo miłym i przyjemnym okresem. A wielorazówki są przy tym takie śliczne i urocze, szczególnie te w rozmiarach noworodkowych. Na początku zaczyna przytłaczać mnogość systemów pieluchowania: kieszonki, aio, sio, otulacze, gatki, wełna… Do tego masa rozwiązań w poszczególnych systemach proponowana przez dziesiątki producentów. Oczywiście te wszystkie pieluchy różnią się krojem i wymiarami. Dlatego chciałam sama się przekonać, co będzie dla mnie i synka najlepsze i w pierwszej ciąży zgromadziłam ponad 20 pieluszek różnych firm. Ile z nich się sprawdziło? Zero. Te noworodkowe (wtedy dostępnych na rynku było naprawdę niewiele) były za mało chłonne i szybko stały się za małe. Istna porażka, maksymalnie co godzinę wszystko w promieniu metra było do prania. Te w rozmiarze OS (One Size, czyli od początku do końca pieluchowania) wcale nie pasowały na całkiem sporego (prawie 4 kg) noworodka i trzeba było do nich dorosnąć. Po dwóch miesiącach nabierania masy okazało się, że inwestycja w pieluchy OS była ponownie nietrafiona, bo książęca pupa nie tolerowała sztucznych materiałów. Tak PUL też został odrzucony. Dlaczego nie odpuściłam? Nastały upały i jednorazówki robiły z pupy jesień średniowiecza. Podjęłam ostatnią próbę i kupiłam wełniane gatki. Eksperyment zakończył się sukcesem. I tak przez kolejne 1,5 roku nasz całkowicie wielopieluchowy system polegał na gatkach wełnianych z formowankami oraz na otulaczach wełnianych z wkładami chłonnymi.

  1. Ekonomia

W Internecie można znaleźć różne wyliczenia związanych z kosztami pochłanianymi przez pieluchy jednorazowe i wielorazowe. W wielorazówkach w ogólnym rozliczeniu podaje się dodatkowe dwa argumenty: używane wielorazówki można sprzedać albo zostawić je dla kolejnego dziecka.  Dość spore nietrafione zakupy z pierwszej ciąży odsprzedałam. Bez strat się nie obyło. Ze względu na nieduży stos wielopieluch, których później używałam, część już po pierwszym dziecku musiałam wyrzucić, bo nie przeżyły 274 cykli prania w 60 stopniach (pranie co 2 dni przez 1,5 roku). Kolejna ciąża wiązała się z kolejną inwestycją w pieluszki noworodkowe, ale bez problemu później je sprzedałam. Moje największe zdziwienie mieszane z rozczarowaniem nastało, gdy mój kolejny maluszek, tym razem płci żeńskiej, dorósł do pieluch zostawionych po starszym bracie. Znowu nic mi nie pasowało, przez kilka miesięcy szukałam po raz kolejny systemu idealnego. Dlaczego? Syn musiał mieć wszystko naturalne. Z kolei skóra córki nie tolerowała wilgoci, która u dziewczynek rozchodzi się w pieluszce całkiem inaczej i wszystko mi przeciekało… Poza tym solidne udka córki uniemożliwiały używanie pieluch, które miały napy do skracania pieluch w kroku, bo powodowało to straszne odparzenia na udach. Rozwiązaniem były pieluchy rozmiarowe i takie z warstwą coolmaxu od skóry.

  1. Pranie

Oczywiście pieluchy pierze pralka (i środki do prania pieluch) i chwała jej za to, bo przechodzą mnie po plecach ciarki na samą myśl o gotowaniu tetry w garnku. Jednak ktoś te pieluchy musi do tej pralki włożyć, później wyciągnąć i rozwiesić, a następnie poskładać. To się już samo nie robi i pochłania czas. Dużo czasu. Szczególnie samo składanie pieluch, które mnie nie relaksowało w żadnym stopniu. Często czytałam, że pieluchy można składać podczas oglądania seriali. Może, nie wiem, nie mam nawet telewizora. Za to mam dom, w którym, gdy kończy się lato, a sezon grzewczy jeszcze się nie zaczął, nic mi nie schnie. Pieluchy wtedy nie chcą schnąć najbardziej.

  1. Wygoda dziecka

Jednorazówka – miękka i płaska, a jak się zapełni i zwiększy objętość, to ją zmieniasz i po kłopocie. Wielorazówka już na wstępie jest często większa. To znaczy może być taka mikro i płaska, ale wtedy jej chłonność nie ogarnie nawet pół sika. I tak zaczyna się kombinowanie, żeby pod pleckami było płasko, a w kroku mało, przy czym chłonęło przyzwoicie. I żeby nóżki swobodnie fikały! I znowu wracamy do wielu modeli różnych pieluch. Tak, można znaleźć swój ideał, tylko że często wymaga to czasu i determinacji. Po kilku miesiącach dziecko rośnie zmieniając swoje proporcje, zaczyna raczkować czy chodzić, sika rzadziej, ale za to konkretniej, i zabawę zaczynasz od nowa.

  1. Podróże i wyjścia

Używanie wielorazówek nigdy nas nie ograniczało. Byliśmy na wielu krótszych czy dłuższych wyjazdach. Na nasze pierwsze wakacje z synkiem pojechaliśmy nad morze. W ośrodku nie mieliśmy pralki i więcej nie powtórzyliśmy tego błędu. O ile na dwutygodniowe wakacje można zabrać masę ubrań, które wypierze się po prostu po powrocie do domu, tak pieluchy trzeba prać częściej. Od tego nie ma wakacji. Trzeba też być bardziej przezornym przy wszelkich wyjściach, bo pieluchy wielorazowej nie pożyczysz awaryjnie od innej mamy ani nie kupisz w pierwszym lepszym sklepie.

  1. Ekologia

Argumentem przemawiającym za stosowaniem pieluch wielorazowych bywa ekologia. Do mnie przemawiają tony jednorazówek lądujące na śmietnisku. Spotkałam się jednak z podważaniem tego aspektu, bo pieluchy trzeba prać, a to pochłania prąd i wodę, wielorazówek nie używa się w nieskończoność, a pieluchy z Chin i ich produkcja to już w ogóle ogromne pole do dyskusji. Mam nawet kolegę, który twierdzi, że plastik to naturalne tworzywo, bo wyprodukował je człowiek stworzony przez Boga. Dlatego zakładam, że kwestie ekologiczne powinien rozstrzygnąć każdy w zgodzie ze swoim sumieniem.

  1. Zdrowie

Zdaję sobie sprawę, że wielopieluchowanie przedstawiłam nieco sceptycznie, od tej ciemniejszej strony. Mimo to moja córka nigdy nie miała na sobie ani jednej jednorazówki. I gdybym miała kolejne dziecko, to też by tak było. Przyczyna jest prosta. Wielorazówki to zdrowsze rozwiązanie niż pieluchy jednorazowe i z tym nie można dyskutować.

 

 

Autorka: Kasia G.

paź  26